Odpuściłem sobie ostatnio świeże pranie, bo w sumie miło jest nie musieć nadążać za wszystkimi nowościami. Teraz mogę skupić się na czymś fajnym tak długo, jak mi się podoba, a reszta niech sobie czeka.
Tegoroczny album Death Hawks rośnie i rośnie. Na początku myślałem, że ważny tam jest tylko "Black Acid", a reszta to przystawki. Teraz kocham każdy, nawet najbardziej niepozorny zakamarek tej płyty.

Te trzy tytuły są dla mnie najcenniejsze z całego 2013 r. Ciekawe, czemu w strefie medalowej zabrakło metalu. Pewnie się starzeję. ;]
Słucham właśnie numeru Black Acid i powiem Ci, że takiego oświecenia nie doznałem od czasu Psicomagia. W ogóle bardzo sympatyczny blog, dzisiaj się zbiorę do posłuchania waszej muzyki!
OdpowiedzUsuńdzieki, dude
Usuń